Kolory miasta Ewy Pokorskiej. Balkony z drewna i wiary – żydowskie kuczki
Drewniana przybudówka przy Alei Wojciecha Korfantego 6 przez lata była dla mnie po prostu piękną werandą – dwukondygnacyjną, z finezyjnymi, snycerskimi zdobieniami. Dopiero podobne obiekty zobaczone w Łodzi podsunęły mi myśl, że mogła być… kuczką, budowlą związaną z żydowskim Świętem Szałasów. Tak zaczęłam szukać ich śladów w Gliwicach, a to, co znalazłam, przedstawiłam podczas wrześniowej konferencji naukowej na Wydziale Budownictwa Politechniki Śląskiej.
Na przełomie września i października Żydzi wznoszą niezwykłe konstrukcje. Jedne stoją na podwórkach, inne przylegają do ścian niczym ptasie gniazda, zajmują fragmenty balkonów lub dachów. Niektóre przetrwały, choć trudno odgadnąć ich przeznaczenie.
To kuczki – od hebrajskiego słowa sukka, czyli szałas. Buduje się je na Sukkot, radosne, siedmiodniowe Święto Szałasów, upamiętniające wędrówkę Izraelitów przez pustynię. Przez siedem dni wierni przebywają w takim schronieniu, między innymi jedząc w nim posiłki. Dach musi być pokryty odpowiednimi materiałami roślinnymi, na przykład gałęziami lub trzciną, a nad kuczką musi być otwarte niebo.
Dziś kuczki urządza się również na balkonach, niekiedy ze specjalnym rusztowaniem. Dawniej zabudowane konstrukcje przez resztę roku służyły jako werandy, ganki czy pomieszczenia gospodarcze. Przed wojną były charakterystyczne dla miast z liczną społecznością żydowską.
W rozpoznawaniu takich obiektów pomaga ustalenie dawnych właścicieli nieruchomości oraz odnalezienie śladów otwieranego dachu, który pozwalał urządzić kuczkę na święto. Remonty często zatarły jednak takie szczegóły.
Gliwickie przykłady – hipotetyczne kuczki
Podczas wizji terenowych w mieście wytypowałam siedem konstrukcji mogących pełnić funkcję kuczek. Jedną rozpoznaję z pewnością, inne pozostają hipotezami. To poszukiwanie architektury w znacznej mierze już nieobecnej.
Gliwicka społeczność żydowska była silnie zasymilowana z kulturą niemiecką, co wpływało również na praktyki religijne. Przedwojenne Gliwice były nowoczesnym, przemysłowym miastem. Przypuszczam, że tutejsze kuczki mogły być starannie zaprojektowanymi przybudówkami, wkomponowanymi w elewacje.
Witrażowe ściany – „szałas” balkonowy
Jednym z obiektów, których funkcji jestem pewna, była częściowa zabudowa balkonu przy Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Cztery duże witraże tworzyły jej osłonę, a całość nakrywało tymczasowe zadaszenie. Na dwóch kwaterach widniała gwiazda Dawida. Niestety, obudowę kuczki zdemontowano około 2007 roku.
fot. arch. E. Pokorskiej-Ożóg
Takie rozwiązanie pozwalało obchodzić Sukkot nawet w zwartej miejskiej zabudowie. O zgodności z religijnymi zasadami decydował jednak dach, nie kruchość szkła. Witraże świadczyły o pomysłowości i guście użytkowników. Kuczka wzbogacała elewację, a jej wyszukana forma sugeruje zamożność dawnych właścicieli.
Kuczka, która zainspirowała
Wróćmy do Alei Wojciecha Korfantego 6, dawnej Moltkestraße. Drewniana dobudówka nie kryje się w podwórzu-studni: stoi przy bocznej ścianie budynku, widoczna od ulicy. Kamienicę wzniesiono w 1897 roku w formie neomanierystycznego pałacyku miejskiego. Właścicielem był Theodor Schwartz; jego inicjały zachowały się na szczycie fasady.
fot. E. Pokorska-Ożóg
Domniemana kuczka ma dwie kondygnacje i piękne detale snycerskie. W konstrukcji słupowo-ryglowej słupy rozmieszczono w nierównych odstępach. Piętro jest nadwieszone: u dołu zdobi je pas ozdobnie wyrzynanych desek, wyżej – arkady między słupami.
Jeszcze kilka lat temu dobudówka była w bardzo złym stanie. Zabiegałam o jej zachowanie i remont, który ostatecznie przeprowadzono. Nie łączyłam jej wtedy z żydowską tradycją. Była zbyt solidna, dwukondygnacyjna.
Zmieniło się to, gdy podczas poszukiwań zobaczyłam podobne obiekty w Łodzi. Miałam ochotę zawołać: „To moja kuczka z Gliwic!”. Wskazówkami są ogromne okna na trzech elewacjach i układ wejść: do parteru wchodziło się z zewnątrz, piętro łączyło się z mieszkaniem. Drewno wskazuje na rodzaj konstrukcji, lecz samo nie dowodzi jej funkcji. Nadal pozostaje ona przypuszczeniem.
Pamięć o efemerycznej architekturze
Mam wrażenie, że opisując rozpoznane i hipotetyczne gliwickie kuczki, wydobywam z niepamięci ważny fragment historii Gliwic. Chciałabym, by jak na obrazie Marca Chagalla „Święto Szałasów” z około 1916 roku mistycyzm choć na chwilę spotkał się z codziennością dawnego, wielokulturowego miasta.
źródło: WikiArt (public domain US)
Do tego tematu wracam podczas wykładów w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich o żydowskim dziedzictwie architektonicznym Gliwic i Śląska, spacerów historycznych oraz działań Stowarzyszenia „Gliwicka Przystań Sztuki i Kultury”. Inspirację i impuls do tych przedsięwzięć zawdzięczam Leszkowi Jodlińskiemu, dyrektorowi Muzeum w Gliwicach.
Ewa Pokorska-Ożóg
miejski konserwator zabytków
"Link do artykułu na stronie Urzędu Miasta Gliwice ..."

